Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu dostosowania się do Twoich preferencji oraz w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania strony. Więcej na temat cookies kliknij tutaj
×
0 0

Division Bell (2011-Remaster),The

PINK FLOYD

Nośnik: LP (analog)

Division Bell (2011-Remaster),The
Division Bell (2011-Remaster),The

Kliknij w zdjęcie, aby powiększyć

Division Bell (2011-Remaster),The

  • Division Bell (2011-Remaster),The
  • Division Bell (2011-Remaster),The
- + Dopasuj

Division Bell (2011-Remaster),The

PINK FLOYD

Nośnik: LP (analog)

Raty online dostępne od 300,- do 20 000,-

dodaj do schowka znajdź podobny
Podziel się:
Nr albumu Nr utworu Tytuł Wykonawca Czas trwania
1 1 Cluster One (2011 - Remaster) Pink Floyd 5:58
1 2 What Do You Want From Me (2011 - Remaster) Pink Floyd 4:21
1 3 Poles Apart (2011 - Remaster) Pink Floyd 7:04
1 4 Marooned Pink Floyd 5:29
1 5 A Great Day For Freedom Pink Floyd 4:17
1 6 Wearing The Inside Out Pink Floyd 6:49
2 1 Marooned (2011 - Remaster) Pink Floyd 5:29
2 2 A Great Day For Freedom (2011 - Remaster) Pink Floyd 4:17
2 3 Wearing The Inside Out (2011 - Remaster) Pink Floyd 6:49
2 4 Lost for words Pink Floyd 5:14
2 5 High hopes Pink Floyd 8:31
3 1 Take It Back (2011 - Remaster) Pink Floyd 6:12
3 2 Coming Back To Life (2011 - Remaster) Pink Floyd 6:19
3 3 Keep Talking (2011 - Remaster) Pink Floyd 6:11
4 1 Lost For Words (2011 - Remaster) Pink Floyd 5:14
4 2 High Hopes (2011 - Remaster) Pink Floyd 8:31
5 na 5

Arcydzieło

„The Division Bell” to album, który należy do elitarnego grona najbardziej kontrowersyjnych i budzących skrajne emocje w historii muzyki rockowej. Album, który dzieli i łączy fanów muzyki i po dziś dzień elektryzuje słuchaczy. Podobnie jak poprzednik „A Momentary Lapse of Reason”, zebrał niesłusznie zupełnie cięgi od dawnych fanów obrażonych na ówczesny Pink Floyd za brak w składzie Rogera Watersa. Nie należy jednak negować świetnej muzyki tylko dlatego, że pogniewało się Davida Gilmoura. Pink Floyd wciąż jest klasą dla siebie i nawet absencja wieloletniego basisty tego faktu nie zmienia. O żadnym bowiem utworze nie można powiedzieć, że jest przeciętny lub słaby. Płyta powstała w zdrowej i komfortowej atmosferze wyjątkowej harmonii, odzyskanej po latach wyniszczających konfliktów, dlatego proces komponowania tym razem przebiegał trochę inaczej. David Gilmour tak wspomina prace nad „The Division Bell”: „Przez mniej więcej dwa tygodnie po prostu improwizowaliśmy. Takie pogrywanie i zaczynanie pracy od samego początku było ekscytujące. W końcu ruszyliśmy mocno do przodu i cały proces przebiegł bez zakłóceń. Album jest efektem współpracy nas wszystkich i dlatego jest taki spójny”. Zespół powraca tu do przeszłości, do pierwszej połowy lat siedemdziesiątych i takich płyt jak „Atom Heart Mother”, „Meddle”, „Obscured By Clouds” czy „The Dark Side Of The Moon”. Na krążek trafiło 11 kawałków trwających w sumie 66 minut, które wprost emanują potęgą brzmienia i sporą dawką Floydowskiej melodii. Zespół zrezygnował z elektronicznych brzmień na rzecz bardziej rockowych, rozbudowanych aranżacji. „The Division Bell” wydaje się być bardziej głęboki i przejrzysty brzmieniowo, niż jego poprzedniczka sprzed siedmiu lat. Płynące z głośników patetyczne dźwięki, przepełnione zarówno melancholią jak i spokojem, pozwalają odpłynąć, pławić się w szczęściu, delektować niezmąconą radością i optymizmem. To muzyka w znakomitej większości łagodna, nastrojowa i subtelna, będąca wyrafinowaną grą całej palety barw i wyjątkowej atmosfery. Płytę wypełniają melancholijne, subtelnie wykoncypowane ballady na czele z wieńczącą dzieło monumentalną „High Hopes”. Jest to ten utwór Pink Floyd, przy którym czuję się, jakbym obcował z kompozycją noszącą znamiona dzieła wręcz boskiego, prezentującego niewyobrażalny wachlarz emocji. Nie zamierzam się tu przechwalać posiadanymi poufnymi informacjami czy nie wiadomo jak głębokimi przemyśleniami, które towarzyszą mi podczas percepcji tego utworu. To przepiękna, osobista, liryczna, wzruszająca ballada, z równie przepiękną, liryczną i wzruszającą solówką Gilmoura. „High hopes” stanowi lekarstwo uśmierzające ból egzystencji. Z jednej strony już po kilku pierwszych sekundach można stać się za jego sprawą bardziej posępnym, chcieć zapaść się pod ziemię, pogrążyć smutku. Z drugiej jednak po chwili złe myśli gdzieś odpływają, uchodzi złość i rozczarowanie, negatywne emocje przestają brać górę, następuje katharsis, odrodzenie, pojawia się nowa nadzieja. Wprawdzie oblicze jeszcze nie promienieje, ale pojawia się przyjemne uczucie ulgi. Jako że jest to utwór wielopłaszczyznowy, stwierdzenie, że summa summarum przynosi on słuchaczowi li tylko wytchnienie, byłoby znacznym uproszczeniem. Nie da się bowiem uciec od tego, że owa – unosząca się nad nim – aura tajemnicy potrafi poważnie zmącić spokój. Kompozycja jeszcze przez długi czas po tym, jak przestaje płynąć z głośników, tkwi w głowie i w ogóle nie ma zamiaru jej opuścić. Najbardziej emocjonująca jest cudowna partia solowa Gilmoura, którą słyszymy począwszy od szóstej minuty. Tak mocne oddziaływanie tego składnika „High hopes” jest tutaj, jak mniemam, konsekwencją aury wytworzonej w poprzednich minutach. Ważną rolę pełni również wygrywany przez Richarda Wrighta na klawiszach motyw, który po raz pierwszy wyraźnie słyszymy w pierwszej minucie tuż po otwierającym utwór uroczystym biciu tytułowych dzwonów, a także w połowie utworu, kilkadziesiąt sekund przed kulminacyjnym momentem. Zresztą, te dzwony wzywające do dorośnięcia i porzucenia młodzieńczych idei mają głębokie znaczenie symboliczne i są kluczowe dla całego albumu. Do „High Hopes” powstał ponadto doskonale oddający jego harmonię i metaforyczny wydźwięk teledysk w reżyserii Storma Thorgersona – wieloletniego współpracownika i przyjaciela grupy oraz autora jej okładek, który również jest dziełem doskonałym i świetnym przykładem, jak tworzyć poruszające klipy bez użycia komputerów i cyfrowych efektów specjalnych. Składa się on z wielu pięknych, bardzo klimatycznych scen, które wydają się być ożywionymi obrazami z nurtu symbolizmu. Uwielbiam go za koncentrację, wyciśnięcie esencji i skumulowanie jakże głębokiego przekazu do zaledwie kilku minut. O tym obrazie nie ma jednak sensu pisać zbyt wiele. Po prostu trzeba to zobaczyć i przeżyć. Ten, kto poczuje siłę „High Hopes”, na pewno sam zechce go zobaczyć, wchodząc dzięki niemu jeszcze głębiej do serca tej kompozycji. Dla mnie jest ona zdecydowanie jednym z najcudowniejszych nagrań, jakie znam. Jestem przekonany, że już do końca życia będzie zajmować wiodącą pozycję w pokaźnym zestawie piosenek, które darzę szczególną estymą. „High Hopes” to idealna wizytówka tej wyjątkowej grupy i solidny, niepodważalny argument przemawiający za ową wielkością. Autorami tekstu „High Hope” są David Gilmour i jego żona Polly Samson. To właśnie ona zaproponowała muzykowi temat na tę piosenkę. To kompozycja znacznie bardziej osobista niż te, które zwykł do tej pory pisać. Słuchając tego utworu będącego manifestem traktującym o przemijaniu, cofam się do lat dzieciństwa, kiedy czas płynął powoli, rodzice jeszcze żyli, przyjaciele byli blisko, uśmiech często pojawiał się na twarzy, a cały świat był lepszy i bardziej barwny. Lecz wszystko przeminęło i to zabarwienie smutkiem, żalem także można tu wyraźnie usłyszeć. Piosenka zmusza do intymnych refleksji, ile marzeń z dzieciństwa udało mi się do tej pory zrealizować. I gdy spoglądam za siebie, widzę tylko żar spalonych mostów oraz masę błędnych decyzji. Czuję żal, ale młodość i zapał już nie wrócą. Kroczę dalej przez życie, jednak wciąż lunatykuję jak ślepiec w stronę szczęśliwej przeszłości, wspominając najlepszy okres życia.
Album „The Division Bell” ma swój mroczny nastrój zadumy i w świecie rocka lat 90. pozostaje dziełem wyróżniającym się i jedynym w swoim rodzaju. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to płyta niezwykle ważna dla historii muzyki rockowej i z każdym rokiem nabierająca coraz więcej wartości, starzejąca się jak najlepsze wino. Genialna płyta! Od początku do końca. Bez dwóch zdań.
PS "The Division Bell" uchodzi też za jedną z najlepiej wyprodukowanych i brzmiących płyt w dziejach rocka. Tu mamy zremasterowaną wersję tego albumu. Wszelkich krytyków ingerencji w oryginalny dźwięk pragnę uspokoić. Ten remaster jest znakomity! To zasługa Das Boot Recording Jamesa Guthriego i Tube Mastering Andy'ego Jacksona, które wykonały kawał dobrej roboty. Prawdziwa gratka dla audiofilii.

5 na 5

Płyta

Płyta wspaniała , pięknie i ciekawie wydana . Przesyłka dotarła w terminie ustalonym przez market . Bardzo dobrze zabezpieczona przesyłka . Poleca ....

5 na 5

Division bell

Klasyka Pink Floyd, pięknie i niedrogo wydany. Pozycja obowiązkowa dla koneserów. Gorąco polecam.

Muzyka trafia teraz najczęściej na smartfony, a płyty ulubionych wykonawców segregujemy w folderach znajdujących się na dysku twardym naszego komputera lub laptopa. Co więcej, jakość straciła na znaczeniu, ustępując miejsca dostępności plików MP3. Ta dość smutna muzyczna rzeczywistość od dłuższego czasu się jednak zmienia. Prawdziwą drugą młodość przeżywają płyty winylowe, a co za tym idzie, dołączają do nich także gramofony.
Star Wars™ Battlefront™ to owoc ścisłej współpracy studia DICE z Lucasfilm. Gra oferuje fotorealistyczną grafikę oraz intensywną akcję na znanych planetach z filmowej sagi. Premiera 19 listopada w polskiej wersji językowej (napisy).

Koszt dostawy:

Zmień kod pocztowy

Sprawdź dostępność produktu w Twojej okolicy

Loader...
pixel kino domowe